Świadectwa-2

Magdalenka 2004
Dzień po rekolekcjach ...

 

Miłość rzeźbi w duszy człowieka ślad. Usiłuję go odczytać po zakończeniu rekolekcji ignacjańskich dla chorych na SM.
Jeszcze pierwszego dnia myślałam, że moje rekolekcje i pomoc chorym to osobne sprawy. Szybko dotarło do mnie, że to jest całość.
Posługa przy chorych była ważna, ale nie najistotniejsza.
Ona była po to, abyśmy wszyscy mogli wziąć udział w rekolekcjach. Niezależnie od tego, jak jesteśmy sprawni. Pomagaliśmy chorym w zwykłych codziennych czynnościach, a chorzy z ogromną cierpliwością pomagali zdrowym sprostać tej pomocy. Uczyliśmy się siebie nawzajem. To były nasze wzajemne dary, dawanie i przyjmowanie.
Byli chorzy, byli wolontariusze, ale razem. Stanowiliśmy wspólnotę. Każdy z nas osobno stawał przed Bogiem, a przecież czuliśmy jedność, która sprawiała że wszyscy razem byliśmy przed Bogiem.

Niezwykle istotne w czasie rekolekcji było dla mnie przypomnienie, że w drugiego człowieka można i należy się wsłuchać. Tu było to koniecznością. Kontakt z chorym wymaga uważnego i cierpliwego wsłuchania.
Chory dużo wie o swojej chorobie, więc trzeba się dobrze wsłuchać w to co mówi, w jego przyzwyczajenia, potrzeby. On wie, że kubek powinien stać w tym miejscu, a wózek w określony sposób - jest to już sprawdzone dla jego najsprawniejszego działania. Trzeba pytać i raczej proponować pomoc. Trzeba bardzo uważać przy prowadzeniu wózka nie tylko na te progi od razu widoczne, ale również starać się delikatnie pokonywać drobne nierówności. Chory na wózku je odczuje. Należy być czujnym, aby uchwycić, co chory może zrobić sam, a w czym należy mu pomóc.
 Cały czas trwała wzajemna pomoc wolontariuszy. Każdy z nas wiedział, że może poprosić o pomoc drugiego. Nieważne czy ktoś sprzątał, zmywał czy pomagał chorym. Gdy szłam po gitarę i śpiewniki zawsze zjawiał się ktoś, kto od razu przejmował ode mnie wózek z chorą. Również chorzy przywoływali nie tylko przydzielonych im opiekunów. Chorzy okazywali wielką wyrozumiałość i cierpliwość.
Zaskakiwała nas ogromna wrażliwość chorych na proste, zwykłe gesty życzliwości, na gest, uśmiech. Życzliwość rodzi życzliwość. Takie wzajemne odnoszenie się do siebie przy ogólnym wyciszeniu stwarza atmosferę rekolekcji Magdalenki. Cieszyliśmy się swoją obecnością. Była w nas radość, że tu teraz jesteśmy.
W to moje odczucie atmosfery miłości doskonale wpisały się treści medytacji przygotowane przez ojca Dariusza. Rozważaliśmy Hymn o miłości i wzrastaliśmy w miłości.

Jak?
Przez modlitwy, posługę, zmęczenie, nieustające zwracanie się ku Bogu, rozmowy z osobą towarzyszącą, adorację Najświętszego Sakramentu, Mszę świętą - ten czas, gdy każdy miał możliwość przyjąć Miłość do serca. Wytworzyła się wspólnota uczestników rekolekcji w Magdalence. Od momentu rozwiązania milczenia, wspólnego ogniska okazało się, że właściwie się znamy.
Była w nas ogromna wdzięczność do Boga za doświadczenie tych rekolekcji, za to co działo się w nas i między nami.

Miesiąc po rekolekcjach w Magdalence ...

fot. D. Michalski Siedziałam nad brzegiem jeziora i wpatrywałam się w niebo. Zachodzące słońce kryło się powoli za chmurami. Chmury nad jeziorem miały niezliczoną ilość kształtów i kolorów. Nachodziły na siebie i przenikały się wzajemnie. Część była podświetlona słońcem. Kolory: biały, niebieski, granatowy, żółty, pomarańczowy, czerwony. Ostry szum wiatru, plusk wody, z trzcin wylatuje chmara ptaków. Widoki na niebie zmieniają się z minuty na minutę. Cudowne, niesamowite. Trudno mi uwierzyć w to co widzę. Takich obrazów nie ma - myślę.

Gdy malarz próbuje czasem coś takiego namalować - mówimy przesłodził, przesadził, kicz. A jednak widok przede mną istnieje. I wiem, że jest wiele takich widoków, na które serce samo wykrzykuje: "dzięki Ci Boże". Można próbować komuś opowiedzieć, można się dzielić, ale pozostaje niedosyt. Trudno przekazać swoje odczucia, doświadczenie, modlitwę płynącą prosto z serca.

fot. D. Michalski

Podobnie jest z rekolekcjami w Magdalence.

Powiedział nam ojciec Czesław na rozesłanie: "Nie zatrzymujcie tego, co tu przeżyliście dla siebie. Ponieście to dalej w świat. Dzielcie się".

Próbuję i czuję, że nie jestem w stanie przekazać tego doświadczenia. Zachęcam, abyście przyjeżdżali na rekolekcje spotkać się z Bogiem i ludźmi. Zachęcam do rekolekcji ignacjańskich w domach rekolekcyjnych.

Gdy po różnych opowieściach z Magdalenki zapytałam moją rodzinę: Jak myślicie, czy ja
w przyszłym roku, jeśli tylko będę mogła, to pojadę do Magdalenki? Wszyscy odpowiedzieli "tak". A dlaczego tak myślicie? - spytałam.
Bo mam wrażenie, że tam dotknęłaś nieba - usłyszałam od męża.
Uśmiechnęłam się. Ładnie ujęte.
W każdym razie wiem, że w Magdalence zwracaliśmy się sercem ku Bogu i ogarnęła nas Miłość.
To rzeczywiście były rekolekcje miłości.
 
Danuta
 
 
 
 
 
 
 
Magdalenka 1996-2003
----------------------------------
Moje wspomnienia z Magdalenki w roku 2000

... czas odpoczynku i refleksji. Dzięki łasce Bożej opatrzności przeżyłem czas ciszy i skupienia w gronie ludzi chorych na stwardnienie rozsiane. Jako jeden z nich wziąłem udział w rekolekcjach w Magdalence. Teraz pragnę podzielić się niektórymi przeżyciami.

Byliśmy daleko od świata, oderwani od codziennego zmagania się z trudnościami. Tylko sam Bóg wie, jaka łaska spotkała mnie w czasie tych rekolekcji według metody św. Ignacego Loyoli. Było to moje pierwsze tego rodzaju doświadczenie.

Grupa, która liczyła prawie dwadzieścia osób, składała się z chorych i z wolontariuszy. Sprawujący nad nami opiekę duchową kapłan, w sposób bardzo delikatny ukazywał nam dobroć Boga Ojca w przypowieściach z Ewangelii i na podstawie Dzienniczka św. S. Faustyny, na tle jej przeżyć Duchowych. Refleksje, które się nasuwały na kanwie tych medytacji i rozmów indywidualnych, dawały mi w znakomity sposób możliwość przypatrzenia się sobie, swoim problemom życiowym. Dało się zauważyć, jak można sobie w życiu bardzo pomóc w różnych trudnych sytuacjach. Po raz kolejny doświadczaliśmy także pomocy bliźnich, którzy nam, chorym, niejednokrotnie są bardzo potrzebni.

Spotkałem się po raz pierwszy z grupą wolontariuszy, którzy w sposób bezinteresowny pomagają ludziom, nic w zamian nie oczekując od innego człowieka. Praca tych osób bardzo mnie poruszyła: widziałem, jak się zmagają z niejednym wózkiem na różnych przeszkodach w domu i dworze. Wolontariusze byli bardzo uwrażliwieni na nasze potrzeby. W każdej chwili okazywali dobre serce, na każdym kroku byli nieocenioną dla nas pomocą. Ich dobroć i każdy uśmiech dawał nam, chorym, dużo radości. Podobnie rozmowy z nimi sprawiały nam zawsze wiele radości. Teraz można patrzeć na własną słabość w sposób Boży, ufnie wchodzić w przyszłość, w czas codziennego życia i zmagania się z brakiem sprawności fizycznej, która dotknęła również i mnie.

Br. Mieczysław Piskorz
--------------------------------------
Spotkanie z Bogiem w ciszy

... czas spacerów po lesieW dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona.
Łk 10, 38-42

Gdy myślę o rekolekcjach w Magdalence, zawsze w pamięci pojawia się właśnie ten fragment Ewangelii. "Najlepsza cząstka" mojego życia. Czas po trosze Marii i Marty: spędzony "u stóp Pana" by słuchać Jego słów, ale też czas służby innym. Tygodniowy pobyt w Magdalence zawsze jest okazją do bliższego spotkania z Panem Bogiem - w medytacjach, adoracji, Mszy św., sakramencie pojednania - a także z innymi ludźmi, z pięknem przyrody.

Bóg, jak dobry włodarz, zaprasza nas na ucztę, którą sam wyprawia. Na magdalenkowe dni skupienia w szczególny sposób zaproszeni są ludzie chorzy na SM oraz ci, którzy w tym czasie pragną im pomagać. W tym roku rekolekcje poprowadził ojciec Zbyszek wspierany przez Katarzynę i księdza Darka. Brało w nich udział ok. 20 osób, mniej więcej połowa uczestników to chorzy na SM. Przez pięć sierpniowych dni rozważaliśmy prawdę o miłosiernej miłości Boga do każdego z nas.


"TY NIE SŁÓW SŁUCHAJ BRACIE, SŁUCHAJ MILCZENIA..."
A. Bieły

Czasem szczególnego spotkania ze Słowem Bożym były codzienne medytacje. Podczas pierwszej z nich wsłuchiwaliśmy się w głos Jezusa, który opowiadał nam o swoim Ojcu
w przypowieściach, na drugiej rozważaliśmy Jego słowa skierowane do siostry Faustyny.

Chyba każdy z nas doświadczył tego, jak znajomy, wiele razy czytany fragment Biblii podczas medytacji staje się żywą, bardzo osobistą rozmową z Przyjacielem. Rozmową, która często dotyka tych sfer naszego życia, w których się pogubiliśmy, które są dla nas ciężarem, zdawałoby się ponad miarę.

Dialog medytacji toczy się nadal w ciągu dnia - na spacerze, podczas Eucharystii, wieczornej adoracji i rachunku sumienia - jeśli tylko pozwolimy trwać ciszy serca. Słowo, które wówczas kieruje do nas Pan, nie jest martwą literą. Doświadczamy, że ma ono moc przemiany naszych postaw, myśli, uczuć, czynów: "Jednego trzeba; aby grzesznik uchylił choć trochę drzwi swego serca na promień łaski, a resztę już Bóg dopełni".


"ABY USŁYSZEĆ BOGA, TRZEBA MIEĆ CISZĘ W DUSZY I BYĆ MILCZĄCYM, NIE MILCZENIEM PONURYM, ALE CISZĄ W DUSZY"
s. Faustyna
 
Rekolekcje to czas radości dla nas wszystkich
Zachowywanie milczenia jest bardzo istotne dla dobrego przeżycia czasu rekolekcji. Cisza dotyka naszych serc, uwrażliwia na głos Boga, pomaga dostrzec inny wymiar naszego życia: codzienne obowiązki, spotkani ludzie (na których nierzadko jesteśmy zamknięci), nasze cierpienia, niepowodzenia i rozczarowania stają się szczególnym miejscem obecności Boga, Jego działania, którego na co dzień nie dostrzegamy.


"MÓW DO MNIE PO PROSTU JAK PRZYJACIEL Z PRZYJACIELEM"
Pan Jezus do s. Faustyny

Kolejnym ważnym elementem magdalenkowych rekolekcji są indywidualne rozmowy z towarzyszem duchowym. Pan Bóg mówi do nas także przez drugiego człowieka - poprzez jego życzliwość, zrozumienie, okazane wsparcie, radę... Doświadczamy, że nigdy nie jesteśmy odosobnieni ani w przeżywanych radościach, ani w cierpieniu, zagubieniu, poszukiwaniu.

"MIŁOŚĆ NIE POLEGA NA SŁOWACH ANI NA UCZUCIACH ALE NA CZYNIE. JEST TO AKT WOLI, JEST TO DAR, CZYLI DAROWANIE"
s. Faustyna

Przeżywanie rekolekcji we wspólnocie jest także zadaniem dla każdego uczestnika, przynagleniem do wychodzenia z własnego egoizmu, do otwartości i hojności w służeniu drugiemu człowiekowi. Każdy z nas jest w jakiś sposób szczególnie wezwany do budowania jedności, każdy jest potrzebny - ze swoim darem radości, umiejętnością słuchania, rozmowy, czy też szczególnej wrażliwości na potrzeby innych. Tak, jak w poprzednich latach, także  i w tym roku udało nam się stworzyć w czasie rekolekcji prawdziwą wspólnotę. Potrafiliśmy z cierpliwością i radością znosić niewygody i trud tych dni, umieliśmy cieszyć się darowanym nam czasem, wspaniałą pogodą, spokojem i pięknem przyrody. Wspólna modlitwa, praca, spacery, szczere rozmowy dały początek bliskim znajomościom i przyjaĄniom, które trwać będą cały rok, pogłębiane przez wspólne pielgrzymki i spotkania.

Najlepsza cząstka naszego życia: dla wielu z nas, uczestników rekolekcji w Magdalence, tych kilka wakacyjnych dni staje się źródłem duchowej siły, nadziei, wytrwałości, radości... na cały rok.

Ania


... wszyscy jesteśmy jedną rodziną.
Sześciodniowy opiekun czyli rekolekcje w  Magdalence
Pamiętam moment, kiedy dowiedziałam się o rekolekcjach dla chorych na SM. Byłam pełna podziwu dla organizatorów, jak też cieszyłam się, że istnieje możliwość przeżywania takiego czasu pomyślanego szczególnie dla osób doświadczonych tą chorobą.

Ku mojemu zdumieniu po kilku miesiącach nadeszła propozycja, aby pojechać na takie rekolekcje w charakterze opiekunki. Po pewnym czasie wahania (spowodowanego obawami, czy sprostam zadaniu) zapadła decyzja: Tak, jadę. W ten oto sposób znalazłam się w podwarszawskiej Magdalence. Samej miejscowości nie poznałam, gdyż ośrodek rekolekcyjny położony jest na uboczu: usytuowany przepięknie w lesie. Powietrze przesycone zapachem sosny i zieleń dookoła. Co za radość podczas spacerów po różnych ścieżkach! Ba, zdarzało się nawet, że niektórzy znajdowali piękne grzyby!

 Kto był w Magdalence? Chorych było niewielu. Wśród nich znalazły się osoby na wózkach, chodzące o kulach lub też poruszające się o własnych siłach. Przyjechał też Sasza z dalekiej Ukrainy. Każdy miał swojego opiekuna (lub opiekunów), czasami towarzyszącego mu całą dobę. Byli też klerycy jezuiccy, jak również ojciec jezuita chory na SM.
Koleżanka i ja miałyśmy się zaopiekować osobą na wózku. Moje pierwsze próby kierowania wózkiem były dość nieporadne, jednak dość szybko nabrałam wprawy. Zdumiewające było odkrycie różnych progów i prożków. W innej sytuacji człowiek nie zwraca na nie uwagi, a tam zdawało się, że są co krok. Jednak i do nich po krótkim czasie każdy przywykł. Poza tym zawsze znalazły się dłonie służące pomocą...

Zaczęły się rekolekcje i modlitwa w małej kapliczce. Otulała nas cisza, w niej staraliśmy się wsłuchiwać, co Pan Bóg chciał powiedzieć każdemu z nas. Wszyscy korzystaliśmy z tego czasu i szybko okazało się, że rekolekcyjne treści dotyczą również opiekunów, że wszyscy jesteśmy "chorzy", grzeszni i potrzebujemy uzdrowienia-nawrócenia.

Osobiście odkryłam coś, co pewnie jest sprawą oczywistą. Mianowicie, iż nieważne jest, czy jest się "na wózku" czy "na nogach". Wszyscy doświadczamy smutku i radości. I to nie "perspektywa z wózka" czy "perspektywa wyprostowanych nóg" decyduje o tym, jak przeżywamy życie. Istotniejsze jest, jak na to życie patrzymy, jak przyjmujemy chwile radości i smutku. We mnie zrodziło się pragnienie, aby próbować patrzeć na życie, ludzi i świat Bożymi oczyma. Myślę, że wówczas łatwiej dostrzec dary przygotowane na każdy dzień, łatwiej zobaczyć dobro w innych i piękno świata, łatwiej o wdzięczność... Właśnie - wdzięczność! Muszę przyznać, iż dzięki temu że towarzyszyłam chorej prawie przez cały czas, że słuchałam tego, co mówi i obserwowałam jej radości (np. podczas ćwiczeń), moje spojrzenie na to, co przyjmowałam za oczywiste, uległo zmianie. Raptem namnożyło się powodów do wdzięczności...

Podsumowując chciałabym na koniec powiedzieć, że ten krótki czas (6 dni) opieki - przebywania z chorymi, próbowania usłużyć tak, aby chora osoba mogła się skupić na tym, co najważniejsze (refleksja nad życiem), był dla mnie bardzo cenny. Nie czułam się obarczona, nie byłam li tylko opiekunką. Bardziej towarzyszyłam chorej: przy stole, na spacerze, w kaplicy, w pokoju. To ona bardziej stała się dla mnie swoistym darem, gdyż dzięki niej w minimalnym chociaż stopniu zmieniło się moje patrzenie na życie albo przynajmniej zrodziło się takie pragnienie... Okazuje się więc, że wystarczy powiedzieć nieśmiałe "tak", zgodzić się na tzw. Pomoc, a otrzymuje się niewspółmiernie więcej, aniżeli się daje. Pozostaje tylko wdzięczność
i zdumienie z takiego obrotu sprawy.
Lidia Popielewicz
--------------------------------------
Czym są dla mnie rekolekcje

Lipiec, niedziela, upalne popołudnie. Jadę do Chylic na coroczne rekolekcje organizowane przez PTSR. Dom misyjny ojców Pallotynów ukryty w lesie z dala od zgiełku ulic i od domu, gdzie pozostały wszelkie troski i kłopoty, które chyba nikogo nie omijają. Budynek okazały, komfortowy i to, co uderza od razu, od progu, to panująca tu cisza i spokój - atmosfera sprzyjająca skupieniu i zadumie.

 Czym są dla mnie rekolekcje? Jest to czas, kiedy całe 24 godziny poświęcam tylko i wyłącznie sobie. Pod wpływem tematów do medytacji przyglądam się sobie i moim relacjom z otaczającymi mnie ludźmi. Zastanawiam się nad problemami, które mnie nękają. W zupełnie innym wymiarze widzę to wszystko. Bliskość i opieka Boga jest bardzo namacalna. Znika gdzieś nerwowość, niecierpliwość i egoizm, pojawia się skrucha, pokora i spokój wewnętrzny. Rekolekcje się kończą - wyjeżdżam uładzona wewnętrznie, pogodzona z losem i samą sobą. Miła atmosfera, wzajemna życzliwość i troska o siebie nawzajem, ciekawa lektura w czasie posiłków oraz doskonała opieka organizatorów to znakomite dopełnienie spędzonych dni.

Jestem ogromnie wdzięczna za tydzień cudownego odpoczynku i przeżyć wewnętrznych. Były to już moje trzecie rekolekcje. Poprzednie były w Magdalence - miejscu bardzo urokliwym, wspominam je z rozrzewnieniem. Tam nauczyłam się innej, prawdziwej modlitwy, a także pracy nad sobą. Natomiast z Chylic wyjeżdżam z innym doświadczeniem. Zyskałam spokój wewnętrzny. Wiem, że nic złego nie może mi się przydarzyć, bo czuwa nade mną opiekun - Bóg Ojciec i nie jestem sama, a przykre doświadczenia miną i wyjdę z nich ubogacona wewnętrznie. Wiem, że zawierzenie Bogu daje lepsze rezultaty niż pogrążanie się w rozpaczy i użalanie się nad sobą, co z kolei deprymuje, zniechęca i odbiera siły do walki z przeciwnościami. Z chwilą, gdy zaczynam myśleć pozytywnie, świat staje się weselszy, a problemy nie takie straszne. Dobrze jest czuć i wiedzieć, że nie jestem sama, a świat tak jest urządzony, że po nocy następuje zawsze dzień, a po smutku radość.
T.N.

Powrót do działu Rekolekcji dla osób niepełnosprawnych

CookiesAccept

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem