Rozważania na Wielki Post

Powrót do Rekolekcji i rozważań wielkopostnych

W górę!II Niedziela Wielkiego Postu

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie (Mt 17,1-9).

* * *

fot. Marianna ŁakomyW dzisiejszej Ewangelii widzimy Jezusa, który zabiera ze sobą swoich trzech umiłowanych uczniów. Idą na Górę Tabor. Nazwę tego wzniesienia można przetłumaczyć: "Góra gór" - czyli najwyższe wzniesienie w okolicy. I tak jest też w naszej relacji z Bogiem. Bóg nie tylko nas stworzył i obdarzył życiem, ale chce, abyśmy w życiu szli w górę. Tyle, że nie po ludzku. Nie na własne słowo. Nie po to, by zaspokoić własne ambicje. On zabiera nas na szczyty ludzkiego życia i to jest możliwe tylko z Nim i tylko na Jego słowo. Chce z nas wykrzesać najpiękniejsze i największe dobro, które w nas złożył jako potencjał do rozwijania wraz z Nim. Nie chce nas pozostawić na równinie bylejakości, na poziomie: jakoś to będzie.

Nie chce, żebyśmy tkwili w łańcuchu dni, które zaczynamy mówiąc do siebie z rana: aby do wieczora. Nie! Przewidział dla Ciebie życie w pełni! Życie w radości i pokoju serca. Życie na górze, gdzie zawsze jest się bliżej Boga i widzi się Go wyraźniej niż w dole. Nizina jest symbolem tylko ludzkiego myślenia, tylko ludzkiego postrzegania różnych sytuacji, które nam się przydarzają i często nas powalają. Góra jest symbolem zjednoczenia z Bogiem - oddania Mu całego swego życia. Jak powie św. Ignacy - wszystkich swoich zamiarów, decyzji i czynów. Gdy tak się stanie, wtedy zobaczysz samego Jezusa: "Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa". Wtedy na nowo odkryjesz Jego obecność w Twoim życiu, które może już straciło swój smak i sens. Wtedy zobaczysz Go w Twoich najbliższych, do których tak bardzo się przyzwyczaiłeś. Wtedy wszystko stanie się nowe i dobre. Nie czekaj. Ruszaj w górę... z Jezusem!

Dariusz Michalski SJ

W Duchu i PrawdzieIII Niedziela Wielkiego Postu

Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej.
Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło? W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą.
Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko.
Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem? Wyszli z miasta i szli do Niego.
Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli. Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata (J 4,5-42).

* * *

Warto zwrócić uwagę na dwa elementy dzisiejszej Ewangelii. Kobieta samarytańska udaje się do źródła w samo południe! Jest to najgorętsza pora dnia, kiedy wszyscy chronią się przed żarem i spiekotą dnia. Jednak właśnie wtedy Samarytanka postanawia iść po wodę. Czyni tak, gdyż nie chce nikogo spotkać. Dlaczego? Wyjaśnia się to w rozmowie z Jezusem: mężczyzna, którego obecnie ma nie jest jej mężem. Kobieta dopuszcza się grzechu. Próbuje  z nim żyć i sobie z nim radzić. Jedną z konsekwencji tego jest unikanie kontaktów z ludźmi. Ukrywa się przed tymi, którzy widzą jej grzech i mogliby w jej obecności wyrzucać jej nieuczciwe postępowanie.

I drugi element, który łączy się z pierwszym. Św. Ignacy Loyola mówi o tym, że celem życia człowieka jest oddawanie chwały Bogu: "Człowiek jest stworzony, aby Boga swego Pana, chwalił, czcił i Jemu służył". Mówi o tym wyraźnie dzisiejsza Ewangelia. Jesteśmy powołani do tego, aby oddawać Bogu cześć i chwalić Go. Ale jak to ma się dokonać w moim życiu? - możesz się pytać. Odpowiedź zawarta jest w Ewangelii. Czcić i chwalić Boga możemy jedynie w Duchu i Prawdzie. W Duchu Świętym, który przynosi nam prawdę o nas samych. Także tę trudną prawdę o naszym grzechu i odchodzeniu od Boga. Nie można czcić Boga bez prawdy tzn. ukrywając swój grzech, próbując poradzić sobie z nim na własną rękę. Bóg chce, aby Jego czciciele kierowali się Prawdą. Św. Jan Ewangelista napisze kilka rozdziałów dalej o misji Ducha Świętego: "A On [Duch Święty], gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i o sądzie" (J 16, 8).

Wielki Post to czas nawrócenia czyli poznania prawdy o swoim życiu. Zobacz jakie ono jest. Czy wedle słów dzisiejszej Ewangelii możesz nazwać siebie prawdziwym czcicielem Boga?
A może jest coś, co próbujesz ukryć przed sobą i innymi ludźmi? Jakieś zło, które nie daje Ci spokoju? Pamiętaj, że Jezus niczym się nie zgorszy. Nie zgorszył się Samarytanką. On czeka na Ciebie jak na marnotrawnego syna. Jest wręcz niecierpliwy, by móc udzielić Ci swojego przebaczenia. Nie zwlekaj i nie odkładaj pojednania z Bogiem na potem. Masz tylko dzisiejszy dzień. Pojednaj się z Bogiem, bliźnim i ze sobą samym, abyś mógł doświadczyć radości oddawania chwały Bogu. Radości nowego życia.

DM

***

Nowy wzrokIV Niedziela Wielkiego Postu

Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie
widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi (J 9,1-41).

* * *

Sens Wielkiego Postu wyjaśniają powyższe słowa Jezusa. Odwołuje się w nich najpierw do tego, co sami myślimy o sobie. Każdy z nas ma jakiś obraz samego siebie. Każdy z nas umie odpowiedzieć na pytanie: „Czy widzisz?”. I większość z nas odpowiada twierdząco: „Tak, widzę!”. Ale z powyższych słów wynika, że Jezus przyszedł do tych, którzy nie widzą, którzy mają problem z widzeniem: z postrzeganiem siebie, innych i świata. Przychodzi, aby przywrócić nam wzrok prawdy o nas samych. Z drugiej strony jest bezradny wobec tych, którzy twierdzą, że widzą, bo skoro wszystko jest w porządku to nie ma co zmieniać, to trzeba żyć tak, jak żyło się wcześniej.

Przypominają mi się w tym miejscu słowa Jezusa, który powiedział, że nie przyszedł do sprawiedliwych, ale do grzeszników. Co to znaczy? Dlaczego Jezus tak mówi? Dlatego, że... nie ma ludzi sprawiedliwych! On przyszedł do tych, którzy Go potrzebują i odczuwają to w formie własnej niesprawiedliwości czyli grzechu względem siebie, bliźnich i Boga. A Ty? Czy uważasz, że są na świecie ludzie sprawiedliwi? Czy uważasz, że jesteś człowiekiem sprawiedliwym? Jeśli tak, to możesz w tym miejscu przestać czytać dalszy ciąg tego rozważania, zamknąć stronę i dalej czuć się świetnie ze sobą samym.

Do mnie osobiście dotarła już prawda o mojej niesprawiedliwości. Kosztowało mnie to bardzo dużo. Ale dziś wiem, że nie chcę już więcej uważać siebie za człowieka sprawiedliwego, dobrego, któremu tylko od czasu do czasu „przydarza się” coś złego. Jak często słyszę w czasie spowiedzi sformułowanie: „Proszę Ojca, przydarzyło mi się...”. Wskazuje ono jednoznacznie na odłożenie odpowiedzialności za podejmowane czyny, myśli, styl życia.

Każdy z nas ma z czymś problem w swoim życiu. I Jezus przychodzi do Ciebie i do mnie w tym czasie Wielkiego Postu, aby Ci pomóc nazwać swój problem. W końcu przejrzeć, zobaczyć, nazwać po imieniu Twoje uzależnienie, Twoje uciekanie od prawdy, Twoje życie w fałszu. W przypadku osób uzależnionych od alkoholu mówi się o „pijanym myśleniu”. Jest to taki sposób myślenia, który potrafi usprawiedliwić sięgnięcie po alkohol. To nie alkohol jest problemem. Problemem jest „pijane myślenie”, które sprawia, że człowiek raz czuje się jak zranione
dziecko, choć obiektywnie nie ma ku temu żadnych przesłanek. Innym razem czuje się najlepszym i najzdolniejszym ze wszystkich ludzi, choć nie ma ku temu żadnych przesłanek poza własnym zafałszowanym myśleniem o sobie. Pijane myślenie to czysta forma manipulacji sobą i innymi. Prowadzi do jednego: do sięgnięcia po alkohol, który choć na chwilę przyniesie
złagodzenie napięcia wywołanego niewłaściwym przeżywaniem siebie, odbiorem własnej osoby.

Nawrócenie zaczyna się od zmiany myślenia. Nawrócenie to przywrócenie wzroku. To wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny. To przyjęcie prawdy o byciu kochanym mimo swoich błędów i niedoskonałości. To przekonanie, że zmiana nie dokona się na zasadzie cudu, ale na zasadzie trudu: mozolnego wysiłku szczerego konfrontowania swojego postępowania z zasadami Dekalogu, z głosem sumienia. Ta zmiana zaczyna się od pierwszego i chyba najtrudniejszego kroku. Od przyznania się: „Panie, nie widziałem, nie rozumiałem, myślałem jak pijany!”. Czy  masz odwagę zobaczyć na nowo? Czy dostrzegasz w sobie swoje „pijane myślenie”? Porozmawiaj o tym z Bogiem. A On pomoże Ci dalej. Nikt nie może zastąpić Cię w tym pierwszym i najważniejszym kroku.

DM

Nie święty spokój, ale życie w pełniV Niedziela Wielkiego Postu

Jezus zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego (pełny tekst Ewangelii: (J 11,1-45)

* * *

Bardzo często nasz stosunek do Boga wygląda następująco: nie ma sensu zrywać relacji z Bogiem, bo a nóż okaże się, że rzeczywiście On istnieje i Jego pomoc może mi się okazać potrzebna... w chwili śmierci. No ale teraz to nie ma co przesadzać z tą relacją do Boga. Niech On sobie działa i mnie pozwala żyć po swojemu.
Wydaje nam się, że taki sposób rozumowania wprowadza spokój. Owszem, uspokaja nas samych, ale zwróćmy uwagę na konsekwencje takiego myślenia.  Pierwszą z nich jest to, że nie muszę badać co w rzeczywistości jest prawdą, a co nie. Zwalniam się z tego obowiązku, który spoczywa na mnie, a do którego wzywa mnie moje sumienie często gryząc i paradoksalnie niepokojąc moją duszę. Takie postępowanie prowadzi do nieokreślonego stosunku wobec wartości. Wobec naczelnej wartości jaką ma być dla nas osoba Boga. Jeśli żyjemy wedle takiego sposobu myślenia wtedy ono zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Zaczynamy być obojętni już nie tylko wobec Boga, ale też wobec naszych bliźnich, którzy potrzebują naszej pomocy. Życie zaczyna nam biec pod znakiem bylejakości i obojętności. Wszędzie tam, gdzie będzie pojawiać się okazja do głębszego budowania relacji z innymi, wszędzie tam będziemy kuszeni, aby je spłycać. Może się to dokonywać przez wycofywanie się z nich pod wpływem lęku, z którym sobie sami nie umiemy poradzić. Może to się przejawiać w banalizowaniu poważnych spraw w rozmowie, unikaniu dotykania tego, co będzie się działo z nami po śmierci, wyśmiewania się z wartości duchowych, z praktyk religijnych jak chociażby z modlitwy czy wykorzystywania czasu na lekturę duchową, rekolekcje.
Wszystko to prowadzi powoli do duchowego obumierania a jest konsekwencją letniości duszy czyli wcześniej podjętego wyboru: z relacją do Boga nie ma co przesadzać.

Z drugiej strony takie życie ma mało wspólnego z prawdziwym życiem ludzkim do jakiego powołał nas Bóg. A On powołał nas do pełni życia. Nie oznacza to, że nie będziemy grzeszyć. Nie! Oznacza to tyle, że gdy dopadnie nas duchowa śmierć czyli grzech, to będziemy mieli do czego się odwołać - do relacji, którą wcześniej budowaliśmy z Bogiem, który jest dla nas Przyjacielem. To dopiero jest życie. Może trochę paradoksalnie mówiąc życie to nieustanne upadanie i powstawanie. To obraz Łazarza z dzisiejszej Ewangelii, dla którego w chwili wyjścia z pieczary życie zaczęło się na nowo bo Jezus do Niego przemówił.
Jeśli żyjemy w poszukiwaniu świętego spokoju, a więc letniej relacji z Bogiem, wtedy nie doświadczymy zmartwychwstania, przebudzenia, wyjścia z kręgu niemocy, zimna i śmierci. Jest tylko jedna droga do pełni życia: już dziś odnowić swoją żywą relację z Bogiem. Zaufać Mu bezgranicznie. Całkowicie zawierzyć Mu swoje życie z własnymi niemocami i grzechami nie szukając ucieczki przed sobą w letniości. Obyś był gorący lub zimny, ale nie bądź letni przypomina księga Apokalipsy. Jeśli upadasz to wiedz, że jest dla Ciebie nadzieja, zmartwychwstanie z twej niemocy. Ale nie szukaj swego ludzkiego zabezpieczenia, które nie da ci nic poza niesmakiem i niepokojem duszy.
Zobacz, że dziś Jezus mówi do Ciebie: Wyjdź na zewnątrz! Zacznij żyć! Przestań się miotać w swoich zabezpieczeniach. Złóż całą swoją nadzieję w relacji do Jezusa. Łazarz ufał Jezusowi i zbudował z Nim silną relację przyjaźni i nie zawiódł się na swoim Przyjacielu!

DM

 

Niedziela Palmowa - Chciałeś  mnie zbawić

Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i wiem, że nie doznam wstydu. Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam (Iz 50, 6-7).

* * *

Panie, trudno mi pojąć ogrom Twej miłości do mnie. Kiedy przychodzi na mnie choćby najmniejsze cierpienie, najmniejszy ból czy jakikolwiek dyskomfort, to moim pierwszym odruchem jest się wycofać, znaleźć bezpieczne miejsce i ukryć się przed tym, co wywołuje ból. Ty też tego doświadczyłeś, a jednak CHCIAŁEŚ przyjąć cierpienie, które choć przeciwne Twej ludzkiej naturze, było jedynym sposobem przez który mogłeś mnie uratować. Nie musiałeś mnie zbawiać. Przecież mogłeś odpowiedzieć Ojcu: nie, nie zrobię tego. Powiedziałeś jednak: "Ojcze,  nie moja lecz Twoja wola niech się stanie". Nie było to wyrazem poddania się przymusowi. Nie musiałeś mnie zbawić. Ty chciałeś mnie zbawić! Choć ta decyzja i jej konsekwencje kosztowały Cię tak wiele cierpienia. Mogłeś mnie zbawić właśnie dlatego, że poddałeś się woli Ojca z miłości do mnie. Nie z przymusu.

Opis Twej męki to pasja. A przecież pasja nie znaczy tylko cierpienie. Wiele rzeczy w moim życiu mogę czynić z pasją lub z rezygnacją. Twoje cierpienie i sposób w jaki oddałeś za mnie życie jest świadectwem wielkiej pasji z jaką mnie miłujesz, z jaką do końca walczyłeś o mnie na krzyżu i nadal o mnie walczysz.

Panie, proszę Cię, by było we mnie choć trochę pasji w odpowiedzi na Twoją miłość, której próbuję Ci udzielać swoim życiem.

Dariusz Michalski SJ

---

 

CookiesAccept

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem