Rozważanie-zwykły-proszek

Powrót do LEKTUR


Dariusz Michalski SJ

Zwykły proszek do prania

Może pamiętasz telewizyjną reklamę proszku do prania, na której porównuje się ze sobą dwa produkty: ten lepszy i ten gorszy czyli... zwykły. Teraz stosuje się trochę inne nazewnictwo. Nie pokazuje się już zwykłego proszku, ale mówi się o „innych proszkach”. Jednak przez długie lata używano w reklamach proszku do prania właśnie określenia „zwykły”. No dobrze, ale po co ja to piszę? A udało ci się kiedyś wejść do sklepu i kupić zwykły proszek do prania? Gdybyś podszedł do ekspedientki i poprosił o zwykły proszek do prania prawdopodobnie usłyszałbyś odpowiedź: „Nie mamy zwykłego proszku do prania, proszę sobie wybrać jakiś konkretny”. No i co? Już widzisz? Reklama odwołuje się do czegoś... co nie istnieje! Tak było przez długie lata, teraz już trochę bliżej prawdy mówi się o innych proszkach do prania.

Myślę, że jesteśmy społeczeństwem naznaczonym reklamą proszku do prania. Dlaczego? Bo daliśmy się schwytać w pułapkę przesłania, że to, co zwykłe jest... gorsze. Przez lata udowadniano nam, że reklamowany proszek pierze lepiej niż ten zwykły. I dalej jesteśmy tego uczeni. Ale jakie to ma znaczenie?

Sądzę, że przenosi się to na nasz sposób postrzegania siebie i innych. Przez analogię możemy powiedzieć, że bycie zwykłym człowiekiem jest gorsze od bycia kimś nadzwyczajnym. I niestety w takiej atmosferze żyjemy na co dzień. I tu jest podobnie jak ze zwykłym proszkiem do prania, którego nigdzie nie można kupić. W naszym świecie coraz trudniej o zwykłego ojca rodziny, takiego, który ani się nie rozwodzi, nie jest alkoholikiem, seksoholikiem czy uzależnionym od komputera lub innych używek lub zachowań. Taki... zwykły ojciec, który kocha żonę, dzieci, ma czas z nimi porozmawiać, zatroszczyć się o nich, zainteresować się nimi. Taki który szanuje ludzi wokół siebie i kocha siebie samego. Zwykły ojciec. Zwykły przyjaciel dla swoich kolegów. Zwykły, wierzący mężczyzna – z zasadami, które stara się przestrzegać w swoim życiu. A jak mu nie wychodzi, to najzwyczajniej w świecie się do tego przyznaje i idzie do spowiedzi. A potem przeprasza tych, których skrzywdził. Taki zwykły katolik. Taki zwykły Polak. Taki zwykły człowiek. Niestety tak, jak w przypadku zwykłego proszku do prania coraz trudniej go znaleźć.

Co jest tak bardzo złego w byciu zwykłym człowiekiem? Dlaczego okładki kolorowych magazynów są pełne ludzi niezwykłych – bogatych, dobrze ubranych, wyróżniających się, a przecież dobrze wiemy, że za tymi często sztucznymi uśmiechami i pozami kryją się wielkie nieszczęścia wynikające z chęci ucieczki przed zwykłością i zwyczajnością.
Sam odkrywam, że słowo „zwykły” rodzi niemal automatycznie skojarzenie ze słowem „przeciętny”. Ale przecież to dwa zupełnie różne słowa i dwie zupełnie różne rzeczywistości! Można należeć do grupy bogatych, dobrze sytuowanych ludzi, mieć dużo wolnego czasu i być... przeciętnym. A przecież bycie zwykłym człowiekiem to po prostu bycie pokornym czyli świadomym swoich słabości i ułomności. Ale z drugiej strony nie muszą mnie blokować i powstrzymywać przed byciem zwykłym przyjacielem dla innych, byciem dobrym człowiekiem, uczciwym pracownikiem, pełnym serca kapłanem itd. Nadzwyczajność sama w sobie nie zapewnia nieprzeciętności. Bo wcale nie idzie o nieprzeciętność w wymiarze światowym – tego, co świat podziwia i hołubi, ale idzie o nieprzeciętność w sensie duchowym – a w tym wymiarze wszyscy jesteśmy powołani do nieprzeciętności, która w chrześcijaństwie nosi imię świętości. A ta zaczyna się od wypełniania rzeczy zwykłych w niezwykły sposób jak mawiała Matka Teresa z Kalkuty.

Nie musimy się więc lękać zwyczajności. Jezus Chrystus przyszedł, aby nas uwolnić z tyrani lęku i obawy przed zwyczajnością. Uczynił to... w zwyczajny sposób. Po prostu zgodził się być zwykłym dzieckiem, zwykłym młodzieńcem, zwykłym mężczyzną, a wreszcie zwykłym człowiekiem i był nim przez trzydzieści lat żyjąc, gdzieś na uboczu wielkiego Imperium Rzymskiego, w zapadłej dziurze – wykonując zwykłe czynności każdego dnia: śpiąc, wstając z rana, modląc się, jedząc, pracując, rozmawiając z ludźmi, bawiąc się, obserwując świat. To wystarczyło. Uświęcił zwyczajność. Nie musimy się jej bać. Możemy się w niej zanurzyć i doświadczyć jej pokoju. Możemy odkryć, że wszystko jest na swoim miejscu – jak mawia wielu świętych. Podobną intuicję miał św. Ignacy Loyola. W liście do młodych jezuitów, którzy odbywali swoją formację zakonną dał im radę w jaki sposób mają szukać i znajdować Boga w swojej codzienności:

Ze względu na cel studiów scholastycy (czyli klerycy) nie mogą oddawać się długim rozmyślaniom poza ćwiczeniami koniecznymi do podtrzymania życia duchowego, jak codzienna Msza święta, jedna godzina przeznaczona na modlitwę i rachunek sumienia oraz cotygodniowa spowiedź i Komunia święta. Mogą jednak ćwiczyć się w szukaniu obecności naszego Pana we wszystkich rzeczach, jak na przykład w rozmowie, chodzeniu, patrzeniu, smakowaniu, słuchaniu, myśleniu oraz we wszystkich czynnościach, albowiem prawdą jest, że Jego Boski Majestat znajduje się w każdej rzeczy przez swoją wszechobecność, potęgę i istotę. Ten sposób rozmyślania, polegający na znajdowaniu Boga, Pana naszego, we wszystkich rzeczach, jest łatwiejszy niż abstrakcyjne rozważanie spraw Bożych, wymagające od nas więcej wysiłku, by się do nich zbliżyć. To doskonałe ćwiczenie przygotuje nas na wielkie nawiedzenia Pana nawet w czasie krótkiej modlitwy (List św. Ignacego do Antoniego Brandao).

Bóg zaprasza każdego nas do sanktuarium zwyczajności. Jeśli podejmiemy zwykłe codzienne obowiązki i zajęcia zgadzając się na nie, wtedy wcześniej czy później doświadczymy, że ta zwykła droga doprowadzi nas do niezwykłej radości i pokoju serca: pozwoli spotkać Boga tam, gdzie wcześniej nie spodziewaliśmy się Go zobaczyć. I to wystarczy.
* * *
Jeśli zamieszczone tu myśli poruszyły cię to zapraszam na stronę: www.chwila.jezuici.pl

Powrót do LEKTUR

CookiesAccept

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem